Walczyliśmy w wadze
„Walczyliśmy w wadze do 57 kg - wspomina o pierwszym występie w Dębicy Kazimierz. - Publiczność miała to, czego oczekiwała: finałową walkę pomiędzy nami. Przyznam się, że w pewnym momencie użyłem podstępu, by tę walkę wygrać. Po rzucie Józka udawałem, że boli mnie noga. Brat puścił z niebezpiecznego chwytu oczekując, że wycofam się z walki. Potem naprawdę odniosłem kontuzję, ale przecież zwyciężyłem. Józek, obrażony, wyjechał do rodziców do Jaczkowa, mnie Skrzydlewski zaniósł na plecach do lekarza klubowego. Założono gips, a potem również pojechałem do domu, gdzie rozegrała się... czwarta runda pojedynku." Najczęściej byli jednak solidarni, pracowali jeden dla drugiego, wspólnie wkładali wiele trudu w zrealizowanie swych marzeń. Dwa z nich spełniły się Kazikowi w 1971 roku. Przed mistrzostwami świata w Sofii odbył się w Warszawie turniej im. Pytlasińskiego, będący równocześnie eliminacją kandydatów na wyjazd do Bułgarii. Po dwóch walkach, do stojących opodal maty bliźniaków, podszedł jeden z działaczy PZZ. - I cóż z was za zapaśnicy? - powiedział. - „Stójkę" macie za niską i chyba nigdy nie wyeliminujecie tego błędu. A z nim nie ma się co pokazywać na macie!... Kiedy działacz odszedł, Kazik zwrócił się do Józka: „Słuchaj, mam dość tej gadaniny. Ja ci się podłożę, a ty broń honoru rodziny!"
| |