W końcu druga z koleżanek
W końcu druga z koleżanek wykazała duże zainteresowanie problemem. Uradowany pan o-świadczył, że właśnie przyjechał jako dziennikarz na wielkie zawody w tej dyscyplinie sportu więc dobrze zrobią jak przyjdą i popatrzą. Startować będą wszystkie najlepsze z Rakoczy na czele. Może o niej nie słyszały, ale trzeba żeby wiedziały. To jest mistrzyni świata. Obiecał, że zostawi bilety w kasie. Dziewczęta z biletów nie skorzystały. Posłały tylko promienne uśmiechy z podestu do ćwiczeń skonfundowanemu żurnaliście, który podobno nie dotrwał do końca imprezy, a później zdaje się stracił zupełnie serce dla gimnastyki. Trenowała uparcie i umiała walczyć. Każde niepowodzenie dopingowało ją tylko do jeszcze większych wysiłków. Gdy czuła, że koleżanki depczą jej po piętach, pracowała ze zdwojoną mocą. Najpierw marszobieg, a potem trening na sali. A sprzęt nie był wtedy taki jak dziś. Równoważnia „chodziła". W czasie ćwiczeń podtrzymywały ją koleżanki lub jeden jej koniec umocowywano specjalnymi klinami pomiędzy szczeblami gimnastycznych drabinek. A często trzymał ją wytrwale i mąż. Różniły się również poręcze, brakowało specjalnych plansz do ćwiczeń wolnych.
| |