Nic nam nie wychodziło
Nic nam nie wychodziło, przeżywaliśmy kryzys. Rywale prowadzili 1:0 i mieli dwie idealne pozycje do podwyższenia wyniku. W 36 minucie udało mi się trafić celnie „rogalem". Therkil-sen był bezradny. Po niefortunnym remisie z Duńczykami, nastąpił pojedynek, naszej ostatniej szansy, ze Związkiem Radzieckim. Do końca było już tylko jedenaście minut, a Rosjanie bardzo bliscy sukcesu. Prowadzili 1:0. Nagle Lubański otrzymał piłkę, wypuścił błyskawicznie przed siebie na pole karne, przyspieszył. Obrońcy radzieccy ratowali sytuację faulem. Włodek upadł, a norweski arbiter bez chwili namysłu wskazał na punkt „jedenastki". Podbiegłem do leżącego Lu-bańskiego. - Jest dobrze - powiedziałem. - Strzelaj. Zresztą zgodnie z przedmeczowymi ustaleniami, ewentualny rzut karny miał wykonywać Włodek, ja byłem wyznaczony na drugiego egzekutora. - Uderz Kaziu - odpowiedział. - Nie strzelam - odrzekłem i chciałem odejść, ale Włodek dalej nie wstawał. Podszedłem raz jeszcze. - Strzelaj Kaziu. Strzelisz na pewno - usłyszałem. Sędzia już ustawił piłkę. Nie było wyboru.
| |