Jeśli natomiast ktoś twierdzi odwrotnie, że w ogóle nie należy stosować pojęcia piękna do sztuki, to zapewne ma rację, gdy myśli o pięknie węższym, kategorialnym. Ale rozciągając mimowiednie swoją negację (jak się to nieraz dzieje) także na szersze pojęcie piękna, rezygnuje na ogół z możliwości głębszej refleksji nad sztuką i z odróżniania rozmaitych typów przeżyć i wartości: łatwo w ten sposób wkroczyć w krainę bełkotu, gdzie „wszystko jest wszystkim", czyli nie da się orzec niczego o niczym. Mógłby ktoś powiedzieć, że ponieważ piękno węższe, kategorialne, jest najbardziej reprezentatywnym, najczęstszym przejawem piękna w sensie szerszym, więc związki ontologiczne albo przynajmniej psychologiczne między kategorią i jej nadrzędnym genus proximum uprawniają do przenoszenia terminu, tym bardziej że i znaczenie potoczne „piękna" jest płynne: bliskie znaczeniu węższemu, ale jakby wycelowane ku znaczeniu szerszemu, zwłaszcza poza obrębem sztuki. Rozumowanie takie wskazuje być może na pochodzenie dwuznaczności, ale nie pomaga jej rozproszyć: te dwa znaczenia „piękna" są po prostu różne, co za chwilę zarysuje się jaśniej. | |
|