Ale jestem przekonany, że klimat zagadnień filozoficznych, które przesycały tamtą epokę, musiał w sposób decydujący wpłynąć na ich sztukę. Doszukiwanie się wspólnych korzeni tej filozofii i tej sztuki, to inna sprawa. Tu wystarczy zaznaczyć osmozę.
I )omykają się powoli wrota epoki. Nikt już nie żyje z tamtej gigantycznej Keneracji. Tworzą jeszcze młodsi nieco od Braque'a: Chagall, Ernst, Miró. Ostatnimi laty odeszli starsi odeń - Matisse, Rouault, Dufy i Picasso. W następnych pokoleniach wśród rojowiska malarskich sław nie widać nikogo, kto by do tamtych dorastał.
Dufy, czyli o lekkości, Bonnard, czyli raj utracony - pisano. Można by i;ik każdemu z nich dodać atrybut: Matisse, czyli o radości, Rouault, czyli krzepnący ogień („ogień krzepnie - blask ciemnieje"), Picasso, czyli u akrobacji, Klee, czyli o wdzięku snów, Léger, czyli o sile wulgarności, Unique (1882-1963): wydaje mi się, że Braque, czyli o skupieniu. 1'rzcde wszystkim od tej strony widzę związki Braque'a z wielką tradycją malarską, widzę go jako ogniwo tego ciągu, który wiąże indywidualności najbardziej różne, od anonimowych portrecistów pompejańskich, od romansuj rzeźby, od Masaccia i Piera delia Francesca, przez Vermeera, aż « » Chardina, do Corota, do Cézanne'a i właśnie do Braque'a. Nie o to chodzi, że Braque kontynuuje ich widzenie, ich style czy sposoby - nie, ale jest spadkobiercą ich postawy. | |
|