6 czerwiec 1973 roku
6 czerwiec 1973 roku. Na kilkanaście minut przed godziną 17.30, na bocznym boisku polscy piłkarze odbywali przedme-czową rozgrzewkę. Przez niepowtarzalną melodię chorzowskiego stutysięcznika przedzierały się do nich słowa spikera prezentującego jedenastkę wybrańców Kazimierza Górskiego. Kiedy padło jego nazwisko, wyraźnie usłyszał gwizdy. Chyba żadnemu piłkarzowi nieobce są takie „powitania". Przedstawicielom innych dyscyplin łatwiej wybacza się chwile słabości, nieudane starty. Niepisane prawo piłkarskiej widowni nie toleruje wahań formy, niedyspozycji. Gdy zawodnik nie gra na poziomie do jakiego przyzwyczaił kibica, ci okazują się bezlitośni. Nie starając się dociekać przyczyn, noszonego wczoraj na rękach idola gotowi' dzisiaj obrzucić błotem. Kazimierz Deyna znał tę huśtawkę nastrojów i wiedział, że kiedy rozpocznie się mecz każde zagranie nagrodzą brawa bądź zgania gwizdy. Na razie byli przeciw niemu, ale on był przekonany, że nie zawiedzie. Widowni, trenera, siebie, entuzjastów futbolu w całym kraju. Przy fantastycznym dopingu publiczności, po celnych strzałach Gadochy i Lubań-skiego Polska wygrała 2:0. A cichym bohaterem pojedynku był Kazimierz Deyna. Piłkarz Pięćdziesięciolecia PZPN - Gerard Cieślik po meczu powiedział lapidarnie: „Szczególnie podobał mi się Deyna, może mało widoczny, ale bardzo konsekwentny w realizowaniu założeń taktycznych". Kto choć trochę zna reguły rządzące piłkarskim spektaklem wie co kryje się za niepozornie brzmiącym sformułowaniem: „kon- ekwentna realizacja założeń taktycznych".
| |